wtorek, 24 listopada 2009

Zmarł profesor Krzysztof Michałek

Dziś przeczytałem bardzo smutną wiadomość. W wieku 54 tragicznie zginął profesor Krzysztof Michałek. Miałem przyjemność i zaszczyt uczęszczać na zajęcia pod jego kierunkiem, byłem seminarzystą i pisałem pod jego uwagą pracę magisterską: "Ku Klux Klan wobec przedstawicieli Partii Republikańskiej w latach 1869-1871". Nie ukończyłem jej, z mojej winy. Ostatni raz widziałem profesora na konsultacjach, kiedy udzielał mi rad.

Wspominam go jako człowieka cierpliwego i elokwentnego. Ogromna wiedza i dogłębna znajomość tematu, erudycja i wysoka kultura osobista sprawiły, że był dla mnie wzorem. Pracowitość, dokładność i perfekcjonizm sprawiły, że niedościgłym.

Cześć jego pamięci.

Źródło

wtorek, 11 sierpnia 2009

Wyjazd na wieś

Zostałem zmuszony przez rodzinę do wyjazdu na wieś. Podobno ma to same zalety, ale nie jestem do końca przekonany, O moim stosunku do tego wypadu mówi tekst tej piosenki:



Jak wrócę, dam znać.

czwartek, 23 lipca 2009

Krzyk matki

Usłyszałem dzisiaj krzyk matki.
Był przerażający, pełen bólu, cierpienia, które trafia nawet do człowieka. Nie wiedziała, co się dzieje z jej dzieckiem, obawiała się najgorszego. Miała rację, bo już nigdy więcej go nie zobaczy. Jakże się cieszę, że nie było mi dane usłyszeć płaczu jej dziecka: porwanego od jej ciepła, zamkniętego w ciasnym pudle, wiezionego na śmierć. One przeczuwają takie rzeczy. Mają szósty zmysł i wiedzą, że prowadzone są na rzeź

Czy ktoś z Was widział oczy zwierzęcia, bo nich mówię, które ma zostać zabite? Jeżeli nie, to cieszcie się. Jest w nich taka ludzka myśl: "Proszę, nie! Dlaczego mi to robisz"? Takie stworzenie walczy o jeszcze jedną chwilę życia, jeszcze jeden oddech.

Następnym razem, kiedy siądziecie do kotleta, pomyślcie o tym. Czy mielibyście odwagę spojrzeć w oczy takiemu zwierzęciu i powiedzieć: "zaspokojenie mojego apetytu jest ważniejsze od twojego życia".

Ja nie potrafię. Nie zamierzać już w tym więcej brać udziału.

czwartek, 16 lipca 2009

Aster ssie pałę

Uwielbiam słuchać muzyki. Interesuje mnie wiele jej rodzajów, ale nie chce jej kraść, ściągając, więc dlatego bardzo lubię strony pokroju deezer.com, które umożliwiają mi posłuchanie jej za darmo. Niestety, mój provider internetowy nie potrafi mi zapewnić odpowiedniego poziomu usługi: przez łącze Aster większość utworów jest nieodstępna. nie jest to jedynie mój przypadek, kilku innych znajomych jest w tej samej sytuacji co ja.

Zgłosiłem usterkę, podałem mój numer telefonu i czekałem na odpowiedź. Na próżno. Dziś zadzwoniłem na infolinię, gdzie dowiedziałem się, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, że podobno 30 czerwca ktoś usilnie próbował się do mnie dodzwonić w tej sprawie. To wierutne kłamstwo (tak, kłamstwo) nikt do mnie nie dzwonił w tej sprawie. Pewnie jakiemuś zasranemu technikowi się nie chciało, albo postąpił zgodnie z jakąś wewnętrzną procedurą i tylko napisał, że telefonował. Czemu? Bo teraz za jego wizytę musiałbym zapłacić od 40 do 80zł. Za to że baran przyjdzie i coś pomiętoli w kablach.

Aster ssie. Zamiast zapewnić użytkownikowi pomoc, każe za nia płacić, numer informacji technicznej jest dostępny dopiero po wykupieniu specjalnego abonamentu (ok. 50zł miesięcznie?). Może czas pomyśleć o zmianie providera? Tak, ku przestrodze.

czwartek, 9 lipca 2009

"Dom z widokiem na morze"

Dzisiaj dodaję następne, nowe opowiadanie: "Dom z widokiem na morze". Tytuł przyszedł mi do głowy po napisaniu opowiadania, które w zamierzeniu nie miało nawiązywać do mojego pierwszego. Ale nie mogłem się oprzeć pokusie i zbieżności motywów, dlatego zamiast "Hospicjum pod mechanicznym aniołem", jest kolejny "Dom...". Przeczytacie je tutaj.

środa, 1 lipca 2009

Tajemnicze zniknięcie

Jakiś czas emu wpadłem na pomysł opowiadania, ale jakoś nie byłe w stanie do niego usiąść. Niemniej, w przepływie twórczego szału, napisałem je i oto przed Wami "Tajemnicze zniknięcie Bo i Savannah Dempsey". Osobom młodszym nie polecam, nie mówi o zbyt pięknych sprawach. miłej lektury i czekam na komentarze.

piątek, 26 czerwca 2009

Ku pamięci Michaela Jacksona rapsod żałobny

Należę do tego pokolenia, dla którego faktycznie był królem. Pal licho, że słucham głównie metalu i muzyki filmowej, kiedyś jednak katowałem "Bad" na potęgę. Co więcej. Jackson był dla ludzi z moich czasów synonimem wspaniałej, zasobnej Ameryki, która była krajem obiecanej szczęśliwości. Za mojego dzieciństwa nastolatki chodziły w koszulkach z jego wizerunkiem, na meblościankach wisiały jego plakaty, a dziewczynki go kochały. Rodzice na imprezach domowych zastanawiali się, czy nie jest kobietą oraz czy nie ucięto mu czegoś, skoro śpiewa tak wysokim i cienkim głosem. Na podwórku wszyscy próbowali tańczyć moonwalk, a po obejrzeniu teledysku do "Thrillera" nie mogłem spać. (Nadal uważam, że to bombowe wideo). Jackson był symbolem zachodu.

Żal mi tego człowieka. Co z tego, że umarł, skoro tak naprawdę nigdy nie żył. Nigdy mu nie było dane, skoro w dzieciństwie harował jak wół, a potem sława oddzieliła go od normalnego życia. Gwoździem do trumny były liczne skandale, które w znacznej mierze zdawały się być niczym innym jak atakiem sępów, żerujących na konającym. Racja, przez swoje dziwactwa sam doprowadził do swojego upadku, ale czy można winić człowieka, który nie wiedział, jak się robi zakupy w supermarkecie?

Odszedł Król Popu. Niekwestionowany i jedyny, bo powiedzcie, czy jest obecnie na scenie jakiś piosenkarz, który mógłby aspirować do tego miana. Ktoś, kto choćby w minimalnym stopniu zbliżyłby się do wielkości, jaką Jacko osiągnął? Ja nie widzę nikogo takiego.

Spoczywaj w pokoju, może wreszcie zaznasz go trochę.